top of page

Twardo po ziemi
nie umiem zwyczajnie.
Po prostu proste drogi wbite w monotonię pól,
bez rozstai, ograniczają prostą linią do punktu,
na granicy pola widzenia.
Te skały na pustyni. Drzewa w górach,
ciernie na brzegach i wyschnięte koryto rzeki.
- Krajobrazy bez monotonne, wypełnione krzywą linią.
Mówią - idź do nas. W przód czy tył. Skręć.
Ciągle i wytrwale, noga za nogą.
Nie dokąd.
Ale dlaczego(?)
dotknąć piasku pustyni. Górskiego strumienia i plaży.
Na fali zobaczyć pianę. Poczuć sól na wargach.
Ujrzeć więcej słońca, więcej księżyca i gwiazd.
W jeziorze. Obmyć zmęczone stopy. I ziemię,
swoją obecnością.
spotkać siebie
bottom of page